Hej!

Dzisiaj o mojej wizycie u ginekologa i początkowo zaskakującej, a po dłuższym zastanowieniu bardzo pomocnej poradzie.

Zawsze dbałam o swoją higienę traktując każdą część ciała z należną delikatnością i szacunkiem – osobne kosmetyki do twarzy, do jamy ustnej, całego ciała, dłoni, stóp oraz oczywiście stref intymnych. Nie uchraniało mnie to niestety przed łapaniem infekcji jak tylko pojawiłam się na basenie, plaży, saunie…
Ostatnio mój lekarz przy wypisywaniu kolejnej recepty na antybiotyk zapytał mnie o to jakich kosmetyków używam. Kiedy usłyszał o specjalnych do „tych miejsc” o odpowiednim pH itd, kazał je odstawić i używać szarego mydła Jeleń – bez barwników, perfum itd.

Uzmysłowił mnie, że w przypadku osób łatwo łapiących infekcje, płyny z określonym pH mogą jeszcze bardziej zaburzać działanie naszego organizmu, dlatego należy dać mu samemu odbudowywać florę bakteryjną.

I wiecie co? To całkiem działa! :)